Każdy bohater kiedyś zaczynał

Każdy bohater kiedyś zaczynał

Disney zawsze kojarzyłem z tradycyjną animacją skierowaną dla dzieci, pełną uproszczeń i piosenek. Takie animowane musicale dla najmłodszych. Od czasu kiedy studio przygotowuje filmy 3D odnoszę wrażenie, że ich filmy stały się świeższe i znacznie dojrzalsze. I czasem, mocno geekowe.

Z racji upodobań mojej drugiej połowy do animacji i niesamowitej wręcz niechęci wobec horrorów, musiałem zmienić repertuar oglądanych przez siebie filmów. Nie jest to złe, ponieważ dzięki temu obejrzałem kilka fenomenalnych produkcji, takich jak dwie serie kreskówki Avatar. Natomiast filmy pokroju Wielka Szóstka pokazują, że dobrze czasem iść na ustępstwa.

Głównym bohaterem filmu jest Hiro Hamada, który wraz z bratem Tadashim oraz ciotką Cass mieszkają w San Fransokyo. Nasz młodociany protagonista jest obdarzony ponadprzeciętną inteligencją, co jednak wykorzystuje w walkach robotów, zamiast pomóc społeczeństwu. Kiedy brat zabiera Hiro do uczelnianego laboratorium, ten zmienia zdanie i postanawia aplikować. Jego projekt przypadł do gustu wszystkim na prezentacji, a w szczególności profesorowi Callaghanowi – guru robotyki. Wraz z bratem i przyjaciółmi maja już iść świętować, gdy w hali pokazowej wybucha pożar i Tadashi ginie podczas próby ratowania profesora. Hiro odcina się od wszystkich, do momentu kiedy okazuje się, że śmierć brata i pożar nie były dziełem przypadku, a jego wynalazek nie uległ zniszczeniu.

Zacznę od tego co mi się w tym filmie nie podobało. Otóż pojawiają się tutaj dwie sceny. Pierwsza, gdzie Hiro wraz z ulepszonym Baymaxem – robotem medycznym Tadashiego –  latają nad miastem. Druga, końcowa, gdzie nasz bohater wypowiada niesamowicie dramatyczną kwestię, po czym następuje najazd na całą drużynę. Wyglądają jak żywcem wyciągnięte z jednego moich faworytów studia DreamWorks – Jak Wytresować Smoka. Nie chcę spoilować, więc musicie uwierzyć mi na słowo. Sądzę, że twórcy z Disney mogli trochę bardziej się wysilić.

Bohaterowie są ok. Postacie są zabawne i sympatyczne, ale trochę płaskie. Odnoszę jednak wrażenie, że można było lepiej je nakreślić i nadać im odpowiedniej głębi. Ale w końcu to film skierowany do młodszych widzów, więc nie jest to aż tak konieczne. Byłem jednak zaskoczony podczas seansu, ponieważ Wielka Szóstka jest kolejnym filmem animowany jaki oglądam, w którym poruszany jest temat śmierci. Nie jest to najlepsza tematyka dla dzieci, ale w tym wypadku jest ubrana w zgrabne i pozytywne przesłanie – po śmierci wszyscy zostają w nas jako wspomnienia oraz efekty swojej ciężkiej pracy za życia.

Na największe pochwały jednak zasługuje świat jaki stworzyli graficy. Miks San Francisco i Tokio jest obłędny. W bardzo elegancki sposób połączone style architektoniczne obu miast, dzięki czemu nie zgrzytamy zębami na widok doklejanych na siłę budynków. Ciasna zabudowa centrum i kontrastujące z nią kameralne obrzeża, upstrzone rzecz jasna wiszącymi przewodami oraz małymi autkami charakterystycznymi dla japońskich ulic robią wrażenie.

Oglądając zwiastuny spodziewałem się standardowej bajeczki dla dzieci, gdzie wystarczy pogadać i wszystko się jakoś ułoży. Przewidywalnej do bólu. Otrzymałem bardzo fajną i niezwykle wciągającą adaptację komiksu Marvela, gdzie twist dotyczący głównego złego na serio mnie zaskoczył. Bawiłem się wyśmienicie i cały czas trzymałem kciuki za Szóstkę. I ta oprawa – graficznie film wygląda super i aż prosi się, aby obejrzeć go ponownie.

Wielka Szóstka to kolejny geek-film od Disneya, zaraz po Wreck-It Ralph. Mam jedynie nadzieję, że nie jest ostatni i będzie ich więcej, równie udanych lub nawet lepszych. Kino przygodowe w takiej postaci zawsze znajdzie miejsce na mojej półce, mam nadzieję, że na Waszej również. Gorąco polecam!

Film możecie zamówić przedpremierowo w naszym sklepie.

Mamy też figurki z filmu 🙂