Polując na potwory

Polując na potwory

Dawno temu, jeszcze za czasów gimnazjum próbowałem poznać świat wykreowany przez Sapkowskiego. Bo to modne, kult i ogólnie super. Skończyło się na wypożyczonej książce z biblioteki, którą otworzyłem, zamknąłem i tyle było mojego czytania. Z grami podobnie, aż do premiery Dzikiego Gonu.

Jak już zapewne domyślacie, moja wiedza o tym uniwersum to niezbędne minimum. Główny Bohater nazywa się Geralt, jest wiedźminem, wiedźmini polują na potwory za kasę. No i są stwory z podań i legend. I dużo fajnych niewiast. Czym byłoby fantasy bez niewiast? Podczas naszej wędrówki spotkamy także inne rasy w tym elfy i krasnoludy. Wypisz wymaluj klasyczne podejście do tematu.

Efekty pogodowe robią wrażenie.

Efekty pogodowe robią wrażenie.

Mimo to pierwsze co rzuciło mnie na kolana to otoczenie. Lasy, łąki, rzeki – wszystkie te miejsca aż kipią od klimatu. Najlepszego, bo polskiego. Okolice Białego Sadu tak mocno kojarzą mi się z północnym Podlasiem, które bardzo często odwiedzałem swojego czasu. Rzeki i bagna bardziej kojarzę z tymi, które widywałem na Mazowszu, chociażby w okolicach Zielonki, gdzie znajduje się mały rezerwat. Lub okolice Nieporętu, tuż przed Jeziorem Zegrzyńskim płynąc Kanałem Żerańskim. Z całą pewnością każdy z graczy ma inne skojarzenia odnośnie miejsc, lecz na tym polskość i słowiańskość Wiedźmina się nie kończą.

Jeżeli ktoś wcześniej nie czytał książek tak jak ja, podczas sesji z tym tytułem dowie się sporo o słowiańskim folklorze. Ot, byle daleko nie szukać – południca. Kikimora. Jaroszek. Jednakże nie wszystkie są stworzenia są przyjazne, jak np. uboże Janek i na część musimy zapolować. Jasna sprawa, że nie za darmo. I to mnie kupiło – nie ma tutaj zgrywania herosa, obrońcy uciśnionych – nie chcecie maszkary to płaćcie. Zanim jednak dobierzemy się do stwora musimy go znaleźć i dowiedzieć się czegoś więcej o nim samym. Poznawanie nawet takich małych historii, jak ta dotycząca opuszczonej osady na wschód od Białego Sadu sprawia mnóstwo frajdy. Idealny świat dla mnie. Mimo to łatwo się pogubić i wyłapać smaczki bez znajomości poprzednich gier oraz książek, dlatego też warto czytać dziennik Geralta.

Siadam do tej gry wieczorem i obiecuję sobie „Tomasz, tylko godzinka, musisz iść do pracy.”, a potem pluję sobie w brodę, bo znów grałem za długo. I najlepsze – nie mam żadnych wyrzutów sumienia! Ciężko się oderwać, a zważywszy na to jak mistrzowsko zbudowane są zadania główne i poboczne, aż żal to robić. Ciągle chcę poświęcić „jeszcze chwilkę” i zbadać ten świat bardziej, a jest co badać, gdyż do zwiedzania oddano nam ogromną połać terenu. Szkoda używać nawet szybkiej podróży – tyle można stracić.

Na latające jaszczury też można zapolować. Tomek w swoim żywiole!

Na latające jaszczury też można zapolować. Tomek w swoim żywiole!

Muzyka zasługuje na osobny artykuł, gdyż tutaj Pan Przybyłowicz przeszedł samego siebie i z zespołem Percival stworzył magiczną oprawę idealnie pasującą do istoty tej produkcji. Typowo słowiańskie nuty wylewają się z głośników wprowadzając nas w magiczny świat mitów, a utwory wokalne… Starczy powiedzieć, że po usłyszeniu kilku z nich pobiegłem po płytę.

O grafice nie będę się rozwodził. Jest ładna, ale dopiero na pecetach rzuca na kolana. Trzeba wybrać platformę mając pełną świadomość gorszej grafiki na konsolach.

Sama gra także jest pełna wyborów, fenomenalnych dialogów i ciekawego humoru. Najważniejsze jednak jest to, że wszystkie zadania, nawet te poboczne, tworzą odrębne historie. Nie musimy ich wykonywać – to fakt, ale jak tu się nie oprzeć chęci poznania tego co przydarzyło się Guślarzowi, albo czego Keira szuka na Kłomnicy. W każdym innym erpegu odpuścił bym te questy, gdyż opierały by się na schemacie przynieść-znaleźć-zabić. Wiedźmin stanowi nową jakość i wszyscy twórcy powinni brać z niego przykład, w jaki sposób należy tworzyć zadania.

W moim prywatnym rankingu Wiedźmin 3 Dziki Gon jest na drugim miejscu (pierwsze piastuje GTA V). Ta wspaniała gra na długo zagości w mojej konsoli i z całą pewnością w pamięci. Jedyne do czego faktycznie mógłbym się przyczepić to walka, której jeszcze do końca nie rozgryzłem – ten aspekt sprawia mi największy problem. Niemniej jednak wrócę do tego tytułu jeszcze nie raz, tym razem jednak po przeczytaniu sagi i zaliczeniu dwóch wcześniejszych gier. Czemu? Po prostu, za drugim razem w pełni docenię kunszt całego zespołu pracującego przy tym tytule, będącego w moim odczuciu najlepszą grą roku.

Gra została nan udostępniona dzięki uprzejmości firmy CDP.pl

Możecie ją zakupić w naszym sklepie.