READY PLAYER ONE

READY PLAYER ONE

Nie samymi grami człowiek żyje. Założę się, że wielu z was ma inne hobby poza graniem. Muzyka, sport? Może filmy? Sam staram się dużo czytać i przedkładam to ponad filmy i seriale. Lubię to, tak samo jak jedzenie, może nawet bardziej. Ale co dostaniemy w książce napisanej przez geeka, scenarzysty filmów Fanboys?

Nawet nie wiedziałbym o tej książce gdyby nie prezent od moich bliskich przyjaciół. Dostałem zastrzeżenie, że mam otworzyć dopiero podczas Wigilii, ale jak zwykle moja ciekawość wygrała i już pod koniec minionego tygodnia czytałem ją jadąc do i z pracy.

Historia Player One przenosi nas w czasie o 40 lat w przyszłość. Na Ziemii nie jest kolorowo z powodu Kryzysu Energetycznego, wojen domowych i głodu. Nawet z miasta ciężko wyjechać gdyż zaraz za jego granicami grasują piraci. Nie są to wesołe czasy, ale dzięki jednemu programiście ujrzano promyk nadziei. Geek nazwiskiem Halliday stworzył symulację o nazwie OASIS, która swoją konstrukcją przypomina gry MMO pokroju World Of Warcraft lub EVE Online. Mnóstwo osób spędzało czas w symulacji, aż w pewnym momencie zaczęła się ona łączyć z realnym światem. Powstawały w niej szkoły, miejsca pracy a waluta stała się wymienna na dowolną walutę z całego świata. Sielanka trwała do czasu śmierci Hallidaya i ogłoszenia jego ostatniej woli. Był nią konkurs na odnalezienie easter egga w symulacji przez niego stworzonej. Ten kto pierwszy znajdzie trzy klucze i trzy bramy zdobędzie jego całą fortunę.

Brzmi ciekawie, prawda? Cała książka o szukaniu easter eggów. I nie zapominajmy o wartkiej akcji i zgrabnym warsztacie piszącego. Historię Wade’a oraz jego przyjaciół z OASIS czyta się świetnie. Styl Cline’a jest bardzo lekki i porywający, oraz pomimo pierwszoosobowego narratora, którego średnio lubię wciągnąłem się bez reszty. W pewnym momencie wątki poszukiwania jaja oraz wątek romantyczny (tak, jest romans) są bardzo filmowe i przedstawione tak plastycznie, że bez większego problemu wyobrażamy sobie kolejne sceny.

Jednak to nie tempo akcji czy sama historia jest dla nas najważniejsza. Tak książka nie jest tylko przygodą, ale także swojego rodzaju biblią każdego geeka lub osoby uważającej się za takiego. Nawiązań do gier, komiksów czy muzyki z lat 80 jest tutaj tyle, że śmiało moglibyśmy znaleźć sobie zajęcie na najbliższy rok, tylko po to aby poznać to wszystko. Podczas lektury sam miło wspominałem jak zagrywaliśmy się ze znajomymi w papierowe RPG pokroju Warhammera czy Shadowrunnera (do dziś jest jeden z moich ulubionych systemów). Albo komiksy Heavy Metal, które doczekały się nawet ekranizacji, oraz filmy z tamtego okresu – w tym nieśmiertelne Gry Wojenne. Czasem miło jest powspominać jak było kiedyś, a tak książka to umożliwia.

Lektura uświadamia również istotną kwestię – mając odpowiednią dozę samozaparcia można osiągnąć bardzo wiele, czego życzę Wam oraz sobie w zbliżającym się 2015 roku!