Wszyscy znikają, a czas płynie

Wszyscy znikają, a czas płynie

Eksperymenty i indyki – coraz częściej spotykamy je grając na naszych konsolach i komputerach. Tak było w przypadku Zaginięcia Ethana Cartera, tak też jest w przypadku Everybody’s Gone To The Rapture.

Uwielbiam zwiedzać wirtualne światy. Poznawać je, podziwiać, delektować się, dlatego też wcale nie przeszkadzają mi „symulatory chodzenia”, jak nazywa je spora część graczy. Mimo wszystko jest w nich coś magicznego, co na pierwszy rzut oka może wydawać się nudne, lecz po chwili nie możemy się oderwać. Tak jest na początku, potem niestety wszystko zależy od naszych oczekiwań wobec tej gry.

Interakcja jest tutaj bardzo ograniczona, ponieważ jedyne co możemy robić to chodzić i od czasu do czasu odtwarzać znalezione nagrania w postaci magnetofonów czy też budek telefonicznych. Możemy też oglądać sceny jakie tajemnicze światło nam przedstawia. Sceny te czasem są kluczowe dla fabuły gry, w przypadku epizodów dotyczących Stephena oraz Kate, dwójki naukowców, którym udało się z owym światłem skontaktować. Dzięki ich interwencji tajemnicze światło przedostało się do doliny i zaczęło oddziaływać na jej mieszkańców. Cały obszar został objęty kwarantanną po stwierdzeniu wielu dziwnych przypadków zachorowań, a ludzie zaczęli znikać.

Pojawia się też mnóstwo bardziej intymnych historii, chociażby to jak Stephen chce kupić dom dla siebie i Kate. Ładnie został też poprowadzony wątek romansu jakie pojawia się w drugiej połowie gry. Oprócz głównej osi fabularnej skupionej na Świetle, pojawia się także wiele małych opowieści dotyczących bezpośrednio mieszkańców i relacji między nimi.

screenshot_obs_01_1438952156

Gra jest piękna, to trzeba przyznać. Stanowi absolutną czołówkę pod kątem oprawy audiowizualnej. Wygląd domów, podwórek, dróg i pól jest wprost powalający i nie skłamałbym gdybym powiedział, że graficznie Everybody’s Gone To The Rapture stanowi ścisłą czołówkę na PS4. Dopełnia to wszystko światło, które wygląda fenomenalnie. Jak prawdziwe. Ścieżka dźwiękowa jest kolejnym atutem tej gry. Spójna, magiczna wręcz oprawa orkiestrowa i przejmujący chór grają na emocjach gracza, lepiej niż niejeden melodramat. Jako ciekawostkę należy też potraktować fakt, że album ten został też wydany na fizycznym nośniku, dostępnym na polskim rynku.

ScreenShot0083_1438952163

Ok, o fabule było, o grafice i muzyce było… No i tyle. Niestety wiele więcej nie można powiedzieć o tej grze, bo tak jak w Zaginięciu Ethana Cartera mogliśmy rozwiązywać zagadki i w jakimś stopniu wchodzić w interakcję ze światem gry, tutaj jest to ograniczone do zwiedzania i włączania nagrań. Tę produkcję nie bez kozery nazywa się symulatorem chodzenia!

ScreenShot0178_1438952167

Na przejście gry potrzeba ok. 5 godzin i wierzcie lub nie, ale bardzo mi się te godziny dłużyły. Odkrywanie historii sprawiało mi frajdę, lecz ta wyjątkowo ograniczona interakcja stanowiła katorgę i pomimo magii tytułu od The Chinese Room trochę żałuję czasu poświęconego nań czasu.

ScreenShot0027_1438952159

Lubię nieszablonowe produkcje, ale wolę jak uczestniczę w wydarzeniach wyświetlanych na ekranie. W Everybody’s Gone To The Rapture byłem tylko widzem. Zachwycałem się oprawą, historia także mnie poruszyła, ale nie wrócę do tego tytułu. Nie mam niestety po co i obawiam się, że osoby chcące faktycznie ZAGRAĆ, będą bardzo rozczarowane.

Kody PSN oraz Playstation Plus możecie nabyć u nas.